...a mnie tam się ten nowy nawet podoba.

 

 

. Ja wiem, że jak Polak - to musi być husarz, a skoro bankier - to na pewno Żyd! Ale może część przynajmniej problemów wynikała dotąd z tego, że zbyt wielu mieliśmy kandydatów na husarzy, a za mało polskich bankierów?

 

Ponadto zaś to trochę jak PSL z  Pawlakiem, a SLD z  Oleksym  - niby taki sam obóz zdrady narodowej, jak pozostali - a na premiera dają rozsądnego człowieka. Chociaż skoro już któryś  Morawiecki  musiał stanać na czele rządu - to w sumie szkoda, że nie stary... No i przede wszystkim, choć to adwent - należałoby bić w dzwony. Przecież premierem III RP mógł został  Saakaszwili!

 

Poza tym zaś już mogliby się tzw. analitycy nie wygłupiać. O wiele bardziej przypadkowym premierem była przecież ta poprzednia kobiecina... Umówmy się, to jak z zastąpieniem  Petru  – niepowetowaną stratę poniosło bodaj tylko „Ucho Prezesa!”.  "Przez ostatnie dwa lata, Polcy i Polaki...". Zaprawdę, nie ma końca ciosów zadawanych  Robertowi Górskiemu!

 

Mówiąc bowiem poważnie, jak dotąd bodaj tylko troje polityków tak nagle zyskało w oczach dotychczasowych krytyków:

 

- Bierut  po powrocie z Moskwy (w kuferku...),

- Kaczyński  po Smoleńsku,

- i właśnie  Szydło  po dymisji.

 

Niezrozumiałe pozostaje za to suflowane ludowi PiS-owskiemu zdumienie, czy też podsuwanie mu oburzenia z wymiany (piastuna) stolca. Wszak już '90  Wałęsa, dochodząc do władzy z tymi samymi hasłami, co PiS obecnie (i poniekąd nawet z częścią tego samego zaplecza kadrowego!) - utrzymał w rządzie  BalcerowiczaOlszewski  zgodził się na  Olechowskiego i dobrał do „gabinetu przełomu” i „osobo/liwości”  Lutkowskiego  (ministrowi  Eysymonttowi  nakazując zaś firmowanie tegoż Balcerowicza programu własnym tym razem nazwiskiem); za SLD mieliśmy  Borowskiego,  KaczmarkaRossatiego, wreszcie   Hausnera  i Belkę  - a poprzednie rządy PiS-u odbywały się pod dyktaturą ekonomiczną  Zyty Gilowskiej.

 

Po prostu, niezależnie od używanej na potrzeby krajowe frazeologii - na Zachód (i Południe...) musi stale iść czytelny sygnał:  "Wasze interesy w Polsce pozostają niezagrożone!"...

 

…co oczywiście nie oznacza, że w tych zakreślonych nam ramach i ograniczeniach sprawy nie mogą niekiedy biec nieco korzystniej, czego dowodem choćby czasy  Kołodki. Może więc i przy Morawieckim uda się coś pożytecznego (acz raczej nie dużego...) dla Polaków załatwić – choć przecież w każdej zmianie w Polsce po 1989 r. chodzi tylko o to, żeby się nic naprawdę nie zmieniało.

 

Konrad Rękas