Lubelskie inwestycje drogowe, czyli dlaczego każdy włodarz Koziego Grodu musiał mieć swój hipermarket.

 

Zaproponowana przez lubelski Zarząd Dróg i Mostów forma przebudowy feralnego skrzyżowania Solidarności-Ducha-Sikorskiego to komunikacyjna pomyłka, zaś „wieczne” korki w tym mieście – to skutek indolencji władzy, a także jej niejasnych mechanizmów, których w lubelskim Ratuszu od lat strzeże przewodniczący Rady Miasta,  Piotr Kowalczyk  (niegdyś PiS, teraz PSL i Wspólny Lublin).

 

Głupkowaty minimalizm

 

Pomysł, by za 86 mln zł puścić jedynie estakadą ruch do i z Warszawy, zaś resztę pozostawić w formie ronda oznacza, że  obecne korki zostaną już na zawsze.  Wystarczy przyjrzeć się temu skrzyżowaniu, niekoniecznie nawet w godzinach szczytu. Korki mamy na nim:

 

- na Ducha, zwłaszcza do skrętu w lewo, w Solidarności,

- na Solidarności, zwłaszcza na dwóch pasach do skrętu w lewo, w Sikorskiego

 

oraz na Sikorskiego do skrętu w lewo w Solidarności i jazdy na wprost, w Ducha i Północną.

 

Żadnego z tych korków proponowane rozwiązanie nie zlikwiduje, wpuszczając je jedynie w rondo fazowe. "Zdjęty" zostanie tylko ruch w kierunku Warszawy i z powrotem po Solidarności, czyli NAJMNIEJSZY z obecnych problemów.

 

Dalej - obecnie mamy też korek na Północnej, w związku z wyjątkowo krótkimi światłami, w dodatku wyjazd stamtąd w Sikorskiego jest potencjalnie kolizyjny. Zaproponowane rozwiązanie (jeszcze jedno rondo - czyli lubelska specjalność, dwa ronda na sobie...) dodatkowo zakorkuje ul. Ducha. W tej sytuacji logiczniejsze wydaje się inne rozwiązanie: otwarcie ul. Kosmowskiej do prawoskrętu w Solidarności, zaś pozostawienie z Północnej tyko prawoskrętu w Ducha (co przed laty już rozsądnie proponował ówczesny radny  Michał Widomski).

 

Zastanówmy się –  raz przebudowanego po nic skrzyżowania już się potem nie odratuje, dlatego naprawdę jest ostatnia chwila, by wydać pieniądze z sensem, faktycznie rozwiązując problem, bez ulegania typowo lubelskiemu szantażowi „ważne, że coś robią!” i „nie ma co krytykować...”

 

Wasilewski z Ficem mieli rację

 

Co do reszty zaś - to nad całą tą wizją słychać sardoniczny chichot ex-wiceprezydenta  Stanisława Fica. Gdyby 7 lat temu, za mniejsze nawet pieniądze zrealizowano jego (i prezydenta  Adama Wasilewskiego) projekt - już dawno jeździlibyśmy pełnowymiarowym skrzyżowaniem a'la węzeł Poniatowskiego, a o korkach nikt by nie pamiętał. Jak pamiętamy, całe przedsięwzięcie miał zrealizować prywatny inwestor, ECHO INVESTMENT, zainteresowany zagospodarowaniem znajdujących się w jego posiadaniu Górek Czechowskich. Gdyby zaś (co się często w najnowszych dziejach Lublina zdarzało – kielczanie „zapomnieli” o swym zobowiązaniu – gwarancją realizacji miał być weksel na 80 mln zł, które wówczas z naddatkiem wystarczały na wkład własny do sfinansowania budowy.

 

Rzecz cała upadła, bo opór stawiła nieżyczliwa prezydentowi większość w Radzie Miasta, na czele z przewodniczącym  Kowalczykiem  i kilkom użytecznymi idiotami w tle. Kwestia była prestiżowa, polityczna, ambicjonalna, ale przede wszystkim chodziło o to, że każdy dotychczasowy włodarz Lublina (czy ważny polityk) miał swój hipermarket – i Kowalczykowi widać uroiło się iść w ich ślady. Pamiątką po  Pawle Bryłowskim  (PO) są MACRO i pobliskie OBI (wzniesione pomimo wątpliwych stanów prawnych gruntów), wpływowy niegdyś radny miejski  Jacek Sobczak  (PO) jeszcze długo po zakończeniu swej kariery w Ratuszu potrafił swoim ludziom załatwiać pracę w Centrum Zana E. Leclerc,  Andrzej Pruszkowski  (PiS) zrobił wszystko (włącznie z narażeniem się na przykre śledztwo na kanwie nagrywanych propozycji korupcyjnych) by powstało TESCO i Galeria ORKANA, za to blokował ile sił Tarasy Zamkowe – i właśnie ECHO INVESTMENT. Zresztą sojusze i przyjaźnie w tym politycznie-galeriańskim burdelu zmieniały się często i dawni sojusznicy danego przedsięwzięcia zamieniali się w jego zawziętych wrogów i odwrotnie (by spojrzeć choćby na zmienne koleje szorstkiej przyjaźni obecnego PO-wskiego prezydenta  Krzysztofa Żuka  i Tarasów Zamkowych, najpierw blokowanych, a potem załatwionych pozytywnie, w expresowym tempie i nieledwie na poduszkach). Tak było i z Górkami Czechowskimi, które najpierw wspierane przez niektórych radnych – potem stały się obiektem ich zawziętych ataków. W to wszystko zaś wkomponowało się przekonanie Kowalczyka, że jest w mieście najważniejszy – i teraz to z nim trzeba ustalać komu wolno, a komu w Lublinie inwestować i ile na to trzeba (wy)dać.

 

Połowa planu się udało – umowa z ECHO została zablokowana, tyle że... nikt na tym nie zarobił. A już na pewno nie mieszkańcy, zwłaszcza Osiedla Botanik, do dziś tkwiący w korkach na ul. Ducha. I to – jak wynika z zapowiedzi Ratusza – bez nadziei, że coś się zmieni na lepsze... Niech więc przynajmniej wiedzą czyja to „zasługa” i kto jest prawdziwym Złym Duchem tego skrzyżowania i miejskiej polityki, nie tylko inwestycyjnej.

 

Konrad Rękas