Kolejny rozwydrzony student-banderowiec z Ukrainy rozrabia w Lublinie.

 

Nie chciał opuścić akademika, awanturował się, a policjanci znaleźli u niego niezarejestrowaną kuszę, a także – wg relacji świadków, symbole banderowskie oraz flagę polską z namalowanymi... genitaliami. Kolejny już student z Ukrainy daje dowód braku szacunku dla państwa-gospodarza i cywilizowanych europejskich zwyczajów.

 

W odpowiedzi na zapytanie prasowe, otrzymałem następującą odpowiedź z Biura Prasowego KWP w Lublinie:

 

„Potwierdzam informację o interwencji przeprowadzonej przez policjantów w domu studenckim wobec 18-letniego ob. Ukrainy, który miał nakaz opuszczenia pokoju akademika, w którym wcześniej mieszkał, Młody mężczyzna nie chciał się do tego zastosować i awanturował się. W trakcie interwencji policjanci znaleźli u niego kuszę. 18-latek trafił na IV komisariat. Będzie odpowiadał za wykroczenie - brak zarejestrowania takiego rodzaju broni.

asp. Anna Kamola”.

 

Wobec potwierdzenia przez policji interwencji, do której doszło w DS HELIOS w nocy z 3. na 4. grudnia, jak również w związku z informacjami na temat innych szczegółów zajścia (w tym o posiadaniu przez zatrzymanego materiałów propagujących banderyzm oraz znieważających polski symbol narodowy) -  Powiernictwo Kresowe występuje do prokuratury o prowadzenie wobec obwinionego postępowania z art. 137, par. 1 oraz art. 256, par. 11 kk, tj. w zakresie znieważenia polskiej flagi państwowej i propagowania nazistowskiej, totalitarnej ideologii banderowskiej (niezależnie od już postawionego zarzutu posiadania broni bez wymaganej rejestracji).

 

Jednocześnie Powiernictwo Kresowe występuje do rektora UMCS z wnioskiem o relegowanie obwinionego z uczelni, a także z zapytaniem jakie działania zostaną podjęte dla uniknięcia takich zdarzeń i zachowań na przyszłość. Gdyby władze Uniwersytetu nie chowały głowy w piasek wobec narastającego problemu napięć na tle etnicznym, wyobcowania i agresji ze strony studentów pochodzących z Ukrainy – być może do tego typu zdarzeń by nie dochodziło.

 

Ile jeszcze musi się zdarzyć, co jeszcze muszą zrobić młodzi banderowcy, by władze państwowe, akademickie i samorządowe przestały udawać, że niebezpieczeństwo nie istnieje?  Czy otworzą im oczy dopiero zamieszki etniczne na polskich wyższych uczelniach?  Niestety, wiele uczelni traktuje napływ studentów z zewnątrz, w tym z Ukrainy, jako łatwy zastrzyk gotówki (czy to ze środków budżetu państwa polskiego, czy od samych zainteresowanych – bo biedni studiować tu nie przyjeżdżają...) - bez cienia refleksji jak wielka odpowiedzialność, ale także zagrożenie, choć i szansa się z tym wiąże.  Bezkrytyczne tolerowanie nacjonalistycznych, ale i po prostu chuligańskich wybryków ze strony naszych „gości” jest zaprzeczenie roli szkolnictwa wyższego w dziele kształtowania charakterów i postaw nie tylko obywatelskich, ale także zgodnych z interesami państwa i narodu polskiego. Jeśli zaś ktoś nie umie ich uszanować – nie powinno być dla niego miejsca nie tylko w polskiej szkole i na uczelni – ale w ogóle w granicach RP.

 

Konrad Rękas